<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Jobexpress.pl &#187; wyjazd za pracą</title>
	<atom:link href="http://blog.jobexpress.pl/tag/wyjazd-za-praca/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.jobexpress.pl</link>
	<description>Rynek pracy bez tajemnic. Nowości, informacje, porady</description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Sep 2010 10:59:53 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wyprawa na inną planetę, cz.1</title>
		<link>http://blog.jobexpress.pl/2009/11/17/wyprawa-na-inna-planete-cz-1/</link>
		<comments>http://blog.jobexpress.pl/2009/11/17/wyprawa-na-inna-planete-cz-1/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 17 Nov 2009 14:07:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Michał Puczyński</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poradnik poszukiwacza pracy]]></category>
		<category><![CDATA[anglia]]></category>
		<category><![CDATA[praca za granicą]]></category>
		<category><![CDATA[saksy]]></category>
		<category><![CDATA[uk]]></category>
		<category><![CDATA[wielka brytania]]></category>
		<category><![CDATA[wyjazd za pracą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.jobexpress.pl/?p=951</guid>
		<description><![CDATA[Przygody na saksach opisuje nasz anonimowy czytelnik.
Niedawno wróciłem z Wysp. Pojechałem tam oczywiście do pracy &#8211; w ciemno, nie mając narajonej roboty ani zapewnionego mieszkania. W portfelu trzymałem głównie drobne i zdjęcia rodziny. A jednak nie byłem jednym z naiwniaków, którzy, choć nie znają ani słowa w obcym języku, pchają się za granicę, gdzie przeżywają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em>Przygody na saksach opisuje nasz anonimowy czytelnik.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Niedawno wróciłem z Wysp. Pojechałem tam oczywiście do pracy &#8211; w ciemno, nie mając narajonej roboty ani zapewnionego mieszkania. W portfelu trzymałem głównie drobne i zdjęcia rodziny. A jednak nie byłem jednym z naiwniaków, którzy, choć nie znają ani słowa w obcym języku, pchają się za granicę, gdzie przeżywają czołowe zderzenie z rzeczywistością. Oto historia wyprawy na inną planetę. Może przydać się komuś, kto ma nadzieję szybko dorobić się na saksach.</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: center;"><img class="size-full wp-image-953 aligncenter" style="border: 10px solid black;" title="by jinja ninja" src="http://blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2009/11/by-jinja-ninja-320x380-custom.png" alt="by jinja ninja" width="320" height="380" /></p>
<h5 style="text-align: center;">foto: Jinja Ninja</h5>
<p style="text-align: justify;"><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>W podróż wyruszyłem z żoną &#8211; oboje mieliśmy jako taką wprawę w posługiwaniu się lengłydżem i dużo dobrych chęci. </strong>Skoro innym się udało, czemu mielibyśmy być gorsi, right? Mieszkanie znaleźliśmy szybko i nie było to zbyt trudne &#8211; wystarczyło wejść do kafejki internetowej, znaleźć coś do wynajęcia i zadzwonić do landlorda. Tanio nie było, ale ten, kto liczy na niedrogie lokum w UK, musi być ogromnym optymistą. W każdym razie &#8211; jak dotąd wszystko wyglądało jak najlepiej &#8211; rozpakowaliśmy manatki, zaczęliśmy szukać pracy, a w kieszeni zostało jeszcze trochę groszą (a konkretniej &#8211; ok. 700 funtów).<span id="more-951"></span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Następnym krokiem było wypytanie tambylców o metody szukania pracy</strong>, bo te, jak się okazało, nieco się różnią od polskich (czyli &#8220;idź do teścia, może coś załatwi&#8221;). Zaznaczmy w tym miejscu, że razem z małżowiną postanowiliśmy trzymać się z dala od polactwa, które rozpleniło się w UK, szerząc nasze najgorsze obyczaje. Wiecie, że Polaka w Anglii łatwiej usłyszeć niż zobaczyć? To dlatego, że &#8220;słowa przestankowe&#8221; wykrzykuje się tam znacznie głośniej niż w kraju. Pewnie wszyscy uważają, że nikt ich nie rozumie. No cóż, nie chciałem naszych zacnych rodaków wyprowadzać z błędu, toteż przechodząc obok zawsze udawałem, że jestem rodowitym Anglikiem. Pewni szczerbaci dżentelmeni ze Śląska do dziś nie wiedzą, że przez rok mieli krajana za sąsiada.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Wracając do sedna &#8211; w UK pracy szukaliśmy przez JobCentre, czyli tamtejszy urząd pracy</strong>. Znajome? Może. Tylko że u nich ta instytucja posiada zarówno prezencję, prestiż, jak i wysoką skuteczność. Zapomnijcie o kolejkach i wielomiesięcznym wyczekiwaniu. To działa tak: wchodzicie do oddziału, na komputerowym terminalu znajdujecie oferty pracy, drukujecie je i korzystacie z darmowego telefonu, by umówić się na rozmowy kwalifikacyjne. Po kwadransie miałem ustalone dwa spotkania.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Szybko okazało się jednak, że życie w UK nie jest tanie.</strong> Nawet rezygnując z podstawowych przyjemności, takich jak butelka coli, straci się fortunę &#8211; np. na jazdę autobusem. Dla przeciętnego Polaka bilety będą wydawały się niedorzecznie drogie. Choć wygoda podróżowania nowoczesnym &#8220;piętrusem&#8221; jest nieskończona, fakt pozostaje faktem: jeżdżąc na spotkania z rekruterami, srogo się wykosztujesz.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Po kilku dniach podróżowania od firmy do firmy zaczęliśmy się martwić.</strong> Pracy jeszcze nie było, a oszczędności topniały w oczach. Najtańsza żywność z Tesco też nie wpływała dobrze na nasze nastroje&#8230; Choć tu akurat trzeba przyznać, że jeśli chcesz stołować się tanio, to w Brytanii nic nie stoi na przeszkodzie &#8211; pod warunkiem, że masz wyrozumiałe podniebienie. Fundusze były jednak pożerane przez rachunki (które musieliśmy opłacić z góry za kilka tygodni) czy konieczność dokupienia paru ubrań (nie macie pojęcia, jak bardzo wietrzny i wilgotny to kraj).</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: center;"><img class="size-full wp-image-952 aligncenter" style="border: 10px solid black;" title="by Meri Tosh" src="http://blog.jobexpress.pl/wp-content/uploads/2009/11/by-Meri-Tosh-350x263-custom.jpg" alt="by Meri Tosh" width="350" height="263" /></p>
<h5 style="text-align: center;">Najobrzydliwsze pożywienie na świecie; foto: Meri Tosh</h5>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Doszliśmy zatem do punktu, w którym będąc bez pracy zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie wydać reszty pieniędzy na bilet powrotny do Polski</strong>. To jednak oznaczałoby nieopisaną porażkę. I tak, w pewną niedzielę, wieczorem, ekstremalnie zmotywowany do znalezienia pracy, natrafiłem w Internecie na ogłoszenie o stanowisku w prowadzonym przez Armię Zbawienia domu starców. Chwyciłem za telefon i nie zważając na porę zadzwoniłem, by wypytać o szczegóły. Odebrała pani o imieniu Louise, która udzieliła mi informacji w sposób tak miły i uprzejmy, że moja motywacja wybiła dziurę w suficie. Następnego ranka obudziłem się gotów do działania, instynktownie czując że Salvation Army to właśnie to, czego szukałem. Miałem świadomość, że proces rekrutacji potrwa, ale wiedziałem, że warto czekać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>I wtedy zadzwonił telefon. </strong>Ktoś z agencji pracy informował nas, że możemy zostać zatrudnieni w fabryce. Od zaraz.</p>
<p><em>C.D.N.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.jobexpress.pl/2009/11/17/wyprawa-na-inna-planete-cz-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
